Przez ten miesiąc przeszłam wiele nastrojów...po porodzie był nawet baby blues. Wcześniej byłam mega ogarniętą kobietą, której nic nie ograniczało. Robiłam to na co miałam ochotę. Moje i męża potrzeby były na pierwszym miejscu. Powrót do domu z małym szkrabem nie był prosty...wszystko mnie bolało, miałam wrażenie że straciłam zdrowie, co krok pojawiały się nowe bóle, jak nie w krzyżu to w boku, jak nie w boku to w brzuchu i tak w koło, do tego dyskomfort w robieniu podstawowych rzeczy takich jak siadanie czy korzystanie z toalety. Odczucia jakie mi towarzyszyły odnośnie mojego ciała to totalna porażka. Wiele razy polały się potoki łez, ale dzięki mojemu mężowi, który wszystko starał mi się wytłumaczyć i pokazać światełko w tunelu przetrwałam te trudne dni...a Wiktoria? Jak to noworodek robi kupki, śpi i domaga się jedzenia. Nasza doba wygląda mniej więcej tak:
Godzina około 8:30 Wiktoria budzi mnie płaczem. Otwieram jedno oko, potem drugie. Dobra wstaję! Zabieram Wiktorię do łazienki, aby zmienić jej pieluszkę i przy okazji na szybko ogarniam siebie.Następnie wracamy do łóżka i się karmimy. I teraz są dwie opcje: Wikusia albo płacze i za bardzo nie wiem o co jej chodzi bo przecież ma czysto jest po jedzeniu u mnie na rękach albo zasypia przy piersi. Później staram się ją bardzo ostrożnie i delikatnie przenieść na kocyk, zazwyczaj kończy się to przebudzeniem i patrzeniem prosto, na boki, przy okazji wydawaniem śmiesznych dźwięków...po tym aktywnym czasie przychodzi czas na płacz, wtedy ją tulę, uspokajam i po pewnym czasie udaje mi się ją uśpić, zazwyczaj jest to godzina 12:00 Godzina około 14:00 Wikusia zaczyna powolutku otwierać oczka i nagle wrzask! Wtedy następuje ten sam schemat co powyżej (o tej porze jeszcze się werandujemy) Zmiana pieluszki. Karmienie. Czas na obserwowanie świata. Płacz. Uspokajanie. Zasypianie około 15:30. Godzina około 17:00 Ten sam schemat co powyżej, ale już bez werandowania. Godzina 20:00 Czas na kąpiel, którą wykonuje tatuś, a mama jest jego asystentką. Potem następuje chwila aktywności, jedzonko, usypianie i wreszcie wyczekiwany przez rodziców sen...zazwyczaj około 21:30/22:00. 01:00/02:30 Mniej więcej w tym czasie budzi nas donośny płacz naszego małego szefa, wtedy następuje to co zwykle czyli zmiana pieluszki, jedzonko, usypianie...sen po 03:00. 05:30 Pobudka i znów ten sam schemat...zasypiamy po 06:00 i budźmy się około 08:30...
To istny dzień świra, ale ta rutyna jak najbardziej mi pasuje. Kiedy następują drzemki Wiki mam czas dla siebie, a przecież oprócz tego, że jestem matką jestem również człowiekiem, kobietą, która chce nałożyć krem na twarz, czasem pomalować paznokcie, poczytać coś czy pogadać przez chwile z koleżanką. Zatem reasumując: Biorąc pod uwagę mój jakże krótki bo zaledwie miesięczny staż bycia mamą uważam, że początki macierzyństwa są trudne i nie takie kolorowe jak niektórzy opowiadają, ale za żadne skarby nie zmieniłabym tego stanu rzeczy. Mogę być niewyspana, zmęczona,moje ciało może nie wyglądać tak jak przed ciążą (chociaż będę się starała, aby jednak wyglądało ;)), a wszystko dla naszego małego bąbelka, który swoją obecnością wszystko nam wynagradza :) A na koniec kilka wzruszających i śmiesznych demotywatorów...ach te hormony! Widząc pierwsze zdjęcie popłakałam się, to takie piękne...
Zdjęcia pochodzą: weheartit.com, favim.com, bibsy.pl, demotywatory.pl, besty.pl







Kasiu taka rutyna jest urocza i potrzebna, a właśnie pierwsze dni są trudne żeby poznać tego naszego małego człowieczka :) ważne,że się już docieracie coraz bardziej.
OdpowiedzUsuńJa zastanawiam się jak ogarnę dwójkę ;)
buziaki dla Was :*
No z dwójką to już wyższy level, ale i tak dasz radę, nie ma innej opcji ;)
UsuńKłaniam się nisko wszystkim mamusiom:):):) Podziwiam:):):) Ale wiem, że to sa bardzo urocze i magiczne chwile...
OdpowiedzUsuńPięknego weekendu Kasiu
Dziękuję :*
UsuńDzień świra? Kochana masz plan idealny. Jak ja bym chciała wiedzieć kiedy moje dziecko będzie jadło. Niestety to jest nieprzewidywalne jak numery w losowaniu lotto.
OdpowiedzUsuńChi, chi znam to znam. Miałam dokładnie tak samo :P
Usuń:)
UsuńPierwsze miesiące z nowo narodzonym dzieckiem na pewno nie są magiczne, a przynajmniej nie wtedy, kiedy nie masz nikogo do pomocy. Skąd entuzjastyczne opinie? Czasami sobie myślę, że niektóre mamuśki na siłę robią szczęśliwe, bohaterskie miny, bo przecież nie są cyborgami - prawda? A szczególnie po urodzeniu pierwszego dziecka widać wyraźnie przepaść, jaka dzieli nas od ostatnich beztroskich dni i ta świadomość, którą należy mieć - że od tej chwili, jeśli jesteś normalną, zdrową matką, całe życie poświęcisz tej rosnącej kruszynce. Wyrwiesz serce i usmażysz na patelni, niczym pani na pierwszym obrazku...
OdpowiedzUsuńJa też czasami nie dowierzam kiedy słyszę inne matki, które mówią, że od pierwszych dni jest tak fantastycznie i wspaniale...no chyba, że miały mega lekki poród, brak objawów połogu, mnóstwo energii, piastunki do dziecka lub jakąś inną pomoc i mamkę wtedy jestem w stanie w to uwierzyć :)
UsuńZ czasem będzie łatwiej :) zawsze jest :*
OdpowiedzUsuńDokładnie :)
UsuńPodziwiam Cię Kasiu ! Radzisz sobie bardzo dobrze. Życzę Ci troszkę odpoczynku w weekend walentynkowy :)
OdpowiedzUsuńDziękuję Aniu :*
UsuńPrzy ostatnim zdjęciu prawie nie spadłem z krzesła. Świetnie Ci idzie Kasiu. Zobaczysz za chwilkę nagle będzie roczek a później to już z górki :). Wiem, wiem, co teraz myślisz... roczek se wymyślił. Zapamiętaj te słowa, bo na pewno je wspomnisz :). Powodzenia i zdrówka dziewczyny :)
OdpowiedzUsuńOk, zapamiętam ;)
Usuńmasz bardzo dobrze opracowaną dobę :) naprawdę, podziwiam Cię, że tak dobrze to wszystko ogarniasz :)))
OdpowiedzUsuńMyślę, że nie jest to kwestia mojego opracowania, a łaskawości mojej córki ;)
UsuńCzytając Twój wpis wzruszyłam się, bo mi przypomniały moje pierwsze chwile z Łucją. Uczyłyśmy się siebie nawzajem. Macierzyństwo jest piękne, cudowne i w ogóle, ale nie zapominajmy, że jesteśmy ludźmi a nie maszynami i mamy prawo do zmęczenia, słabości.buziaki ogromne zuza
OdpowiedzUsuńZgadza się, dziecko jest kochane i cudowne i to takie oczywiste, ale to nie oznacza, że dostajemy po porodzie nadludzką siłę, a nasze organizmy są w lepszym stanie niż przed ciążą, jest całkowicie na odwrót, więc zmęczenie i słabości są naturalne...
UsuńZ każdym dniem będzie łatwiej, lepiej i cudowniej. Kiepskich dni, nieprzespanych nocy będzie coraz mniej. Ja nie wiem kiedy zleciał nam już rok, ba 13 miesięcy! Nie pamiętam już ciężkich chwil od dłuższego czasu. :)
OdpowiedzUsuńCudownie to słyszeć ;)
UsuńU nas pierwsze miesiące to chaos. ...totalny ale po czasie sama zobaczysz zapanuje ład :)
OdpowiedzUsuńPrzeważnie zawsze tak jest, że nie jest łatwo, ale mimo wszystko żadna mama nie zamieniłaby tego za nic w świecie... ;)
OdpowiedzUsuńZ każdym dniem, miesiącem... będzie na pewno coraz lepiej :)
To prawda, jest ciężko, ale faktycznie nie zamienię tego na nic w świecie ;)
UsuńŚwietne demotywatory. Nie martw się, z każdym dniem będzie lepiej. Z perspektywy czasu mówię tak: najgorszy jest pierwszy rok :P Potem jest już sielanka, a tak bardziej pocieszająco... Mówią, że najgorsze są pierwsze trzy miesiące, kiedy uczysz się dziecka, u nas trwało to dłużej, ale widzę, że u Was już rytm wypracowany więc będzie z górki :)
OdpowiedzUsuńMam taką nadzieję :)
UsuńJa pamiętam, że w pierwszym miesiącu życia Gai chodziłam wiecznie niewyspana i byłam niezorganizowana. Miałam podobnie jak Ty, znikomy kontakt z noworodkami i musiałam się uczyć wszystkiego od początku. Jakoś mi poszło, choć lekko nie było:)
OdpowiedzUsuńUściski dla Wiktorii!
Dziękuję Kochana!!! :) Mnie też pewnie jakoś pójdzie, mam nadzieję :)
UsuńPierwszy miesiąc chyba najtrudniejszy, potem zdaje się być już lepiej, pewniej się czułam jako rodzić, i lepiej znałam potrzeby mojej Hani. Wiem, że jest ciężko- nie ma co lukrować- ale uśmiech dziecka - wart naszej ciężkiej pracy i nieprzespanych nocy ;) Trzymaj się ;*
OdpowiedzUsuńTo prawda. W nocy kiedy Wiki się budzi z płaczem bo jest głodna. Pierwsza myśli jaka mi przychodzi do głowy to "o nie, znów muszę wstać?!!!! o nie!!! chce mi się spać!!!", a później jak mój małżonek niesie mi naszą kochaną Kruszynkę t od razu moje serce mięknie i już nie ważne, że jest środek nocy :)
UsuńBędzie tylko lepiej. Dla mnie najcięższe na początku były pobudki nocne. Akurat sen cenię sobie ponad wszystko ;) Tak samo jak Ty wcześniej byłam laikiem w temacie bobasów, ale przy swoim dziecku rodzice nabierają pewności siebie, aż w końcu stają się ekspertami. Pozdrawiam ciepło!
OdpowiedzUsuńKrzepiące słowa, dziękuję :)
UsuńCo do nocek to też mi ciężko się budzić w środku nocy, ale w końcu to minie :)
Myślę że teraz już będzie coraz lepiej, początki są na pewno najtrudniejsze - szczególnie przy pierwszym dziecku!
OdpowiedzUsuńTeż tak myślę.
UsuńGrunt to dobra organizacja i...spokój, cierpliwość !!! Reszta poukłada się sama:)))
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie.
U nas podobnie, ale nasza mała najpierw ma 15 min. przebudzania... czyli jęki, stęki, wyciąganie, przysypianie przy tym jeszcze troszkę i dopiero później narastający płacz ;D
OdpowiedzUsuńU nas jest podobnie - nasze dziecko jest pierwszym dzieckiem z jakim mieliśmy kontakt ;) Pierwszy miesiąc pamiętam jak przez mgłę, miałam baby bluesa, miesiąc po porodzie czułam się słabsza niż w 9 miesiącu ciąży. Teraz patrzę na to inaczej - wtedy miałam naprawdę dużo czasu w ciągu dnia dla siebie, ale nie umiałam go wykorzystać. Przy rocznym smyku, który ma tylko jedną drzemkę w ciągu dnia doba powinna trwać 48 godzin, z czego 36 mogłoby przypadać na nocny odpoczynek ;) Ale choć bywało i bywa ciężko to macierzyństwo jest pięknym doświadczeniem :)
OdpowiedzUsuń